Odkryj chwilę relaksu...z Bielendą

Witam w ten słoneczny "koniec tygodnia".
Już od jutra majówka i w końcu się wyśpię :D

Chciałam dziś przedstawić Wam olejek do kąpieli Bielenda
Mandarynka plus Verbena
AROMATHERAPY


HIMALAYA HERBALS niepozorny kremik

Witajcie:)
Znowu troszkę się opuściłam w pisaniu i nawet nie mam na co tego zwalić :)
Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o pewnym niepozornym kremiku do twarzy .

Tak więc przedstawiam Wam
HIMALAYA HERBALS
czyli Krem odżywczy do twarzy całodzienne nawilżanie

Dostępny w sklepie internetowym Tulsi
w cenie 5, 99 za 50 ml

Opakowanie przyjemne dla oka.
Plastikowy pojemnik, okrągły w "uspokajającej " kolorystyce zieleni i bieli:)
Krem dodatkowo był zabezpieczony folią ochronną.
Zapach delikatny, ziołowy dla mnie przyjemny.
Konsystencja aksamitna , dość gęsta .



Na opakowaniu doklejona karteczka z informacją do czego służy, datą ważności i sposobem używania.
Jest to według producenta lekki, ziołowy , nie zawierający tłuszczu krem przeznaczony do pielęgnacji twarzy i całego ciała.
Również dla mężczyzn !
Ja wykorzystuję go do twarzy i czasem do rąk.
Wspaniale nawilża mi skórę, nie powoduje błyszczenia i nadaje się pod podkład.
Jest wydajny.
Wystarczy odrobina by pokryć całą twarz.
Ja w opakowaniu na zdjęciu mam niewiele ale to dlatego,ze cześć przełożyłam do innego pojemnika i wymieszałam z serum na przebarwienia.
Ale o tym innym razem :)

Co jeszcze mówią nam o nim producenci ?
Regularne stosowanie kremu powoduje, że skóra jest jędrna, zdrowa i miękka w dotyku.
Wyciąg z aloesu odżywia ją i nawilża, a wyciąg z wiśni i indyjskiego drzewa kino chroni
skórę przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych i wysuszeniem.

I tu się nie zgodzę ze stwierdzeniem że -
"Regularne stosowanie kremu powoduje, że skóra jest jędrna, zdrowa i miękka w dotyku. "

To nie prawda!
Skóra jest miękka i jędrna już od pierwszego zastosowania :)

Ja używam go od ponad tygodnia dopiero, głównie w dzień, na noc serwuję mieszankę .I już mogę Wam powiedzieć że teraz to będzie mój ulubiony krem do twarzy!

Pomijając  to, że buźka jest naprawdę aksamitna w dotyku, wygląda zdrowiej to mimo że na składzie się nie znam a widzę kilka razy alkohol to ten krem nie zrobił mojej twarzy żadnej krzywdy.

Nic się nie pojawiło - odpukać w niemalowane :)
Nie pojawiło się żadne nowe paskudztwo co więcej ładnie schodzi to co pojawiło się w związku z 'tymi dniami " :)

Polecam Wam serdecznie.
Naprawdę fantastyczny krem.
Nie rozpływała bym się nad nim gdyby nie był tego wart :)
Oczywiście że może się zdarzyć iż komuś nie będzie odpowiadał , tak to już jest z tymi naszymi skórami.
Ale moja nie przyjmuje pierwszego lepszego kremu i jeśli mnie nie uczulił i nie spowodował wysypu to jest duże prawdopodobieństwo że sprawdzi się i u Was:)
Ja mam cerę mieszaną do tłustej - zależy od jej nastroju:)

A jakie są Wasze doświadczenia z tym niepozornym kremikiem ?
Pozdrawiam Was cieplutko.
Ewelina

100% naturalne czyli śluzem ślimaka w twarz:)

Witajcie :)
Jak tam samopoczucia tuż tuż przed weekendem ?
Miła perspektywa prawda? Zwłaszcza,że dopiero święta się skończyły a zaraz czeka na nas  majówka:)
Ja co prawda nigdzie się nie wybieram - chyba że pogrzebać przy roślinkach w ogródku,ale wiele z Was zapewne ma jakieś plany na te wolne dni.

Jak wspominałam dzięki Grota Bryza miałam  miałam okazję sprawdzić na sobie działanie
Maski z naturalnego jedwabiu na twarz Orientana
ŚLUZ ŚLIMAKA

Dostępna w sklepie internetowym Grota Bryza  w cenie 17zł.


Przyznaję, ten ślimak i jego śluz zaciekawiły mnie na tyle,że od razu ją wykorzystałam:)
Swoją droga jest tyle odmian ślimaków,że zastanawia mnie z jakiego konkretnie  - z obrazka muszelki obstawiam winniczka :)
Znalazłam o niej kilka przydatnych informacji:

Maska na twarz wykonana z naturalnej jedwabnej tkaniny, nasączona wyciągiem ze śluzu ślimaka i
biopeptydem przeciwzmarszczkowym. Działa przeciwzmarszczkowo, ujędrniająco, regenerująco i
mocno nawilżająco. Maska jest bardzo wygodna w stosowaniu. Nie wymaga leżenia.


Maska wykonana jest  z naturalnego japońskiego jedwabiu dzięki czemu doskonale przylega do twarzy,
równomiernie przekazując odpowiednią ilość substancji.
Przy produkcji tej tkaniny jedwabnej nie używa się jedwabników.
Tkanina jest wykonywana w Japonii z włókien celulozowych pozyskiwanych z łykowej warstwy kory morwy papierniczej.

DZIAŁANIE:

Śluz ślimaka ma działanie trójstopniowe:

1. usuwa martwe komórki naskórka, 
2. uelastycznia, ujędrnia, odżywia skórę
3. wyrównuje koloryt i rozjaśnia przebarwienia


Pełny skład: woda, olej jojoba, glikol butylenowy, kolagen, Tripeptide-1 (peptyd przeciwstarzeniowy), 
wyciąg ze śluzu ślimaka, dipotassium glycyrrhizinate (substancja pozyskiwana z korzenia lukrecji),
guma ksantanowa, Euxyl PE-9010 (bezpieczny środek konserwujący), allantoina, Euxyl PE-9010 (bezpieczny środek konserwujący),
 kwas hialuronowy.  

TRIPEPTIDE 1 –biopeptyd, który stymuluje syntezę kolagenu. Dzięki swojej mikrobudowie wnika głęboko w skórę i
pobudza ją do produkcji włókien odpowiedzialnych za napięcie i gładkość.
WYCIĄG ZE ŚLUZU ŚLIMAKA –oczyszcza naskórek, regeneruje i ujędrnia skórę, 
wyrównuje koloryt i rozjaśnia przebarwienia

OLEJEK JOJOBA – bogaty w wit. A wspomagającą naturalne funkcjonowanie skóry i w wit. E 
przyspieszającą regenerację skóry oraz spowalniającą procesy starzenia.

KOLAGEN -  zmniejsza głębokość zmarszczek, nawilża i ujędrnia skórę DIPOTASSIUM GLYCYRRHIZINATE - wyciąg z korzenia lukrecji, działa antyoksydacyjnie,
kojąco i regeneracyjnie

ALANTOINA - nawilża, łagodzi, regeneruje.
KWAS HIALURONOWY – powstrzymuje proces starzenia

Nawet taki laik jak ja widzi że skład niczego sobie, same dobroczynne składniki , a nawet środki konserwujące są bezpieczne .
Większość tych informacji jest na opakowaniu również.

Tak więc obejrzałam, doczytałam dokładnie co to za jedna i z czym to się je.
Trochę obawiałam się tego śluzu ślimaka , a dokładniej jak to od niego uzyskują i uspokoiłam się ponieważ :


Dodatkowo na stronie produktu jest też notka :
Pozyskiwanie śluzu ze ślimaków nie krzywdzi ich i jest dla nich całkowicie bezpieczne.
Śluz to bogate źródło naturalnego kolagenu, elastyny, kwasu glikolowego, allantoiny,
witamin i naturalnych antybiotyków. Ma silne działanie naprawcze, regenerujące,
wygładzające, ujędrniające. Bardzo popularny w krajach azjatyckich w kosmetykach do
pielęgnacji cery podrażnionej, w stanie zapalnym, a nawet po zabiegach chirurgii
plastycznej gdyż błyskawicznie regeneruje skórę.


Otworzyłam maskę:


Zapach niemocny .
Ostrożnie rozłożyłam.....
Maska to ta cieniutka tkaninka jedwabna która odstaje od folii..

i siup na mordkę:)
Odkleiłam folię i siedziałam w niej dobre pół godziny.
Miałam zdjęcie jak babcie kocham, z tym jak to wygląda na buźce  i gdzieś mi wcięło :/

Ta warstwa z jedwabiu jest bardzo delikatna ale mocna, nie rozerwała się nawet kiedy próbowałam to zrobić żeby sprawdzić jak już było po wszystkim :)

Maska bardzo dobrze przylega do twarzy, wsmarowałam też resztę "śluzu" ? Nie, nie płynu z saszetki w szyję i dekolt.:)

Po nałożeniu przyjemne uczucie chłodu, trzymała się cały czas, spokojnie można w niej chodzić a nawet próbować jeść - sprawdzałam :) jedynie śmiać się nie mogłam a okazji było ponieważ co niektórym spodobała się folia z tejże maseczki:






Dla wyjaśnienia - to nie ja:)















Ja zostałam w jedwabiu i szkoda że tamto zdjęcie mi wcięło:)
A na zdjęciu małżonek który  paradował w tej foli i rozśmieszał dziewczyny nasze :)
Po jakimś czasie maska częściowo wysycha więc stawiam iż wszelkie dobro wchłania się ładnie w skórę.
Po ściągnięciu twarz była lepka taka, po umyciu uczucie to zostało.
Ale nie smarowałam się już niczym i tak zostawiłam na noc.
Rano po kolejnym umyciu twarz już była gładziutka i bardzo miękka.
Więc może to tak działa.
Spodobała mi się.
Nie uczuliła, nic się nie pojawiło nie podrażniło.
Zgodzę się 100% z punktem "2. uelastycznia, ujędrnia, odżywia skórę"
Skóra jest ewidentnie jędrniejsza, delikatniejsza i gładka, mam wrażenie że odżywiona.
Długo się przyglądałam uważnie i wiecie co? Może nie same przebarwienia ale cała skóra wydaje mi się rozjaśniona.

Na jak długo? Okaże się.Dziś jeszcze jest ok:)

Jest to maska do cery dojrzałej i suchej  ja choć mam mieszaną i "prawie" dojrzała to myślę że nie jest zła również dla mojej skóry.
Oczywiście zmarszczek nie wygładziła, nie rozjaśniła spektakularnie przebarwień i raczej nie powstrzymała procesu starzenia się skóry ale też trudno od niej tego wymagać po jednym zabiegu:)


Ja jeszcze się w takową zaopatrzę na pewno.
Może wtedy będą widoczne  mocniejsze efekty.

Polecam , nie szkodzi więc myślę że warto ją wypróbować.

A może znacie tę maskę do twarzy?
Może na Was zrobiła inne wrażenie, mocniejsze , lepsze lub gorsze efekty?
Bo jak wiadomo nie na każdego produkty działają tak samo.
Ps. w sumie skoro śluz ślimaka robi tak dobrze na twarz , a sezon na winniczki już zaraz się zacznie to może ruszyć na łąki i samemu nazbierać sobie tego dobra > :)
Pozdrawiam Was cieplutko.
Ewelina

Grota Bryza co dobrego tym razem do mnie trafiło :)

Cześć :)
Dziś znów się pochwalę co do mnie przyszło:)
We wtorek listonosz przyniósł wyczekiwaną paczuszkę ze sklepu internetowego Grota Bryza. z którym mam nawiązana współpracę na zasadach że zamawiam co mi odpowiada i mam na to zniżkę :)

Tym razem postanowiłam przejrzeć dokładnie co mają do zaoferowania producenci a jest ich sporo.
Nie tylko kontrowersyjne ostatnio Bingo Spa ale również Solanka z Zabłocia , Najel, Orientana, Natura Siberica,Le Chatelard 1802 i wiele innych.
I tak właśnie trafiłam na Francuską zieloną glinkę illitową 


oraz Maseczkę oczyszczająco - odświeżająca.

Glinki byłam bardzo ciekawa, pomijając już fakt ze lubię wszelkie błotka na twarzy to glinka ta
ma zastosowań mnóstwo , od tradycyjnego wklepywania w twarz po mycie zębów:)


W paczuszce znalazłam dodatkowo Maskę z naturalnego jedwabiu na twarz =uwaga z dodatkiem śluzu ślimaka :)

Oraz Żel do mycia twarzy z drobinkami ryżu Orientana 

i Olejek z czarnuszki.

Oraz próbki  i mini mydełka naturalne:)

Chciałam za to  bardzo podziękować Pani Bogusi Janickiej :)

Z tego co zauważyłam to większość ma same dobroci , 100% naturalne i nie testowane na zwierzętach a takie produkty aż same się proszą ażeby je sprawdzić na sobie.
Prawdę mówiąc nie mogłam się oprzeć "ślimakowi" i wykorzystałam te maseczkę już tego samego  wieczora:).
Niedługo powiem Wam jak się spisała:)

Tak wiec ja już nie mogę się doczekać kiedy zabiorę się za odkrywanie dobroczynnych właściwości w/w produktów,a Was zapraszam do odwiedzenia sklepu Grota Bryza.
Myślę że każda znajdzie tam coś dla siebie.

A Wy znacie któryś z wymienionych produktów?
Jakieś pozytywne bądź nie doświadczenia?
Chętnie poznam Wasze opinie.

Pozdrawiam Was cieplutko.
Ewelina

O jednym takim co skradł mi paznokcie ;)

Witajcie;)
Tuż przed świętami wpadł mi w łapki lakier Eveline, a właściwie dwa lakiery mini MAX.
Wybrałam dwa kolorki - miętowy i niebieski w odcieniu moich bucików;)
Dziś chcę Wam pokazać miętę.

Ostatnio pokazywałam Wam większość produktów do których miałam jakieś ALE .
Tym razem nie będę narzekać;)

Wizualnie prezentuje się całkiem ładnie.


Buteleczka zawiera 5 ml lakieru o konsystencji ani za rzadkiej ani za gęstej.
Pędzelek jest dość wąski dla mnie w sam raz.


W przypadku tego kolorku wystarcza jedno krycie.
Schnie bardzo szybko co mnie mile zaskoczyło choć nie aż tak jak moje "kredeczki".
Lekko smuży.
Na buteleczce jest 9 days long jednak u mnie wytrzymał ostatnio w ekstremalnych warunkach bite trzy dni!
Myślę,że to nie tak źle.:)
Możliwe że z bazą w normalnych warunkach wytrzyma dłużej.
Co więcej po tych trzech dniach nie było odprysków jedynie lakier starł się na końcówkach.

Nie lubię pokazywać pazurków bo jeszcze ich nie ogarnęłam ale jak ma być porządny post to na pazurkach musi być.
Tak więc nie zwracać uwagi na pazurki tudzież na niedociągnięcia ale jedynie na KOLOR!
A właśnie kolor- siostra była ostatnio w pantofelkach w identycznym kolorze , trzeba się za takimi rozejrzeć;)



Plusy;
-śliczny kolor
-szybkie schnięcie
-niezła wytrzymałość
-cena 5,50 zł:)

Minusów nie ma.
Polecam temu kto jeszcze ich nie wypróbował.
Ja przy najbliższej okazji zaopatruję się w kolejne kolorki:)

Pozdrawiam.
Ewelina

L'oreal Chrome Shine nr 171

Cześć Kobietki! :)

Dzisiaj post o produkcie z którego jestem zadowolona.
Mianowicie cień do powiek L'oreal Chrome Shine nr 171


Mam jeszcze Color Appeal który jednak okazał się kolorem które oczka moje nie polubiły.

Kosztują ok 8zł

Wizualnie już przykuwają wzrok.
Opakowania urocze , złote.
Moim zdaniem skromnym bardzo eleganckie.


Mam je już prawie od roku.
Z tego też względu jak i dlatego,że często go używam i zabieram ze sobą jego opakowanie jest już nieco smutne co jednak nijak nie wpływa na jego zalety i faktem pozostaje ,że go uwielbiam:)

Bohatera dzisiejszego postu używam naprawdę często a wciąż zużycie w pudełeczku jest minimalne.
Jest naprawdę bardzo wydajny.
Nakłada się przyjemnie dołączonym jednostronnym aplikatorem.


Dla takiej amatorki makijażu jak ja wystarcza w zupełności:)
Aplikator też łatwo wymyć wodą z szamponem i znów mamy bialutki i czyściutki.
Są naprawdę trwałe, jak już nie raz wspominałam nie używam żadnych baz pod cienie itp. ( choć czas by jakąś wypróbować) i u mnie wytrzymują cały dzień bez problemu , czyli jakieś 10 godzin makijaż oka nie wymaga poprawek.
Nie roluje się, nie zbiera w "zmarszczkach" i nie ściera mi go moja prawa opadająca powieka:)
Ja jestem bardzo na TAK dla tych cieni.




Polecam Wam je z czystym sumieniem.
Mają również inne warianty kolorystyczne, jak mówiłam złoty nr 169 mi po prostu nie pasuje ale jego trwałość jest taka sama jak nr171.

A Wy? Znacie te cienie?
Lubicie?
Ciekawa jestem jak się u Was sprawdziły bądź nie.
Bo zawsze myślałam,że jak w kosmetykach pielęgnacyjnych te same potrafią stać się ulubieńcami jednych tak samo u innych mogą okazać się kompletnym nieporozumieniem.
To byłam pewna że w kolorówce takie rzeczy raczej nie maja miejsca, jak coś jest do bani to jest , a jednak im dłużej czytam różne posty to widzę że tu również może być różnie.
Tak więc czekam na Wasze opinie.
Pozdrawiam cieplutko.
Ewelina - Malinka

Wesolych Świąt i kilka zakupów :)

Witajcie!
Dziś już sobota, Wielkanoc.
Ostatnie dni wypełnione były co do minuty ale po świętach wracam z regularnymi postami.
Dziś zanim złożę Wam życzenia chciałam pokazać co ostatnio kupiłam choć nie wszystko jeszcze doszło.

Na początek lakiery które skradły moje serce a właściwie paznokcie.
Kupiłam dwa lakiery Eveline  mini MAX
O ich więcej wkrótce:


To z kolei zakupy z Tulsi
Krem odżywczy do twarzy na który skusiła mnie recenzja na jednym z blogów oraz Mydło do włosów Sesa.Mydła jestem bardzo ciekawa:)



I jeszcze moja wygrana z FB ze strony Dystrybutor Sklep Serum rozjaśniające z mącznicy.
Przyznaję że jestem bardzo ciekawa jak się spisze tylko czekam na chwilkę żeby dobrze się z tym zapoznać:)





 I chciała bym Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia
Zdrowych, pogodnych Świąt Wielkanocnych,
pełnych wiary, nadziei i miłości.
Radosnego, wiosennego nastroju,
serdecznych spotkań w gronie rodziny
i wśród przyjaciół
oraz wesołego Alleluja.

 

 WESOŁYCH, POGODNYCH ŚWIĄT!
Ewelina :)


Cień do powiek w sztyfcie Hean


Witajcie !
Ostatnio coraz mniej czasu na wszystko w tym bloga ale zaglądam do Was:)
Dziś już sporo nadrobiłam i przed snem zrobię kolejna turę po Waszych blogach:)

A dziś chcę Wam przedstawić cień do powiek w sztyfcie Hean.
Kupiłam go w sklepie LET'S BEAUTY.pl za 8,99zł
Można go znaleźć TUTAJ
Sam sklep bardzo mi się spodobał , to  tam kupiłam  "kredkowy lakier"  o którym pisałam W tym poście i całość pakują uroczo:)
Z góry przepraszam Was za jakość zdjęć.W domu nigdy zdjęcia nie wychodzą a na dworze lało jak z cebra.

to zdjęcie zaraz po dostaniu przesyłki

Ja wybrałam kolor brązowy.

Kilka słów ze strony:

Marzysz o pięknie pomalowanych oczach, ale nigdy nie radziłaś sobie z cieniami?
Dzięki cieniom w sztyfcie firmy Hean malowanie stanie się dziecinnie proste!
Delikatna i kremowa konsystencja  doskonale rozprowadza się na powiekach.
Trwały kolor i perłowy połysk zapewnia niesamowity i długotrwały efekt.


Moje zdanie na temat tego cienia?
Na początek brązowe , plastikowe opakowanie Nakrętka już mi lekko pękła więc mocne to nie są :)

 A nie robiłam nim nic ponadto że odkręcałam i malowałam.

Cień jest wykręcany co jest wygodne i jest go całkiem sporo w środku.


W środku jest go więcej niż na zdjęciu :)
Kolor bardziej przypomina mi złoto.Na oczętach się świeci .




Niestety kolor okazał się nie "mój", nie wiem czy to przez te moje opadające powieki i obwisłe kąciki kolor złoty, biały i większość świetlistych nie prezentują się najlepiej na moich oczkach.
Czy też dokładniej to cienie w tych kolorach wyglądają ładnie tylko moje oczy nie:p

Ale wróćmy do naszego bohatera tego postu.

Zaznaczam,że ja nie używam baz pod cienie, jedynie nakładam tam podkład .
Na moich powiekach cień rozprowadzał się średnio.
Za jednym "zamachem" nie pokrywał całości ale to nic takiego -wiadomo i tak robimy to kilka razy zanim uzyskamy odpowiedni efekt.
Kilka pociągnięć i oczko gotowe.
Niestety nie trzyma się u mnie długo.
Sprawdziłam i choć kolor nie dla mnie to jak testujemy to testujemy i wybrałam się na zakupy.
Niestety  nie podołał, jakieś dwie godzinki i już zrolowany w tych moich "zmarszczkach powiekowych"siedział.
Hmm... może to nie jego wina tylko moich oczu.Nie wiem.

Oddam go przy najbliższej okazji siostrze, młodsza, gładsza to może u niej lepiej się sprawdzi:)
Ja niestety już nie kupie, bo z powiekami jak z ustami - to się musi trzymać bo jak zaczyna rozmazywać się, czy znikać to wygląda gorzej niż gdybyśmy wyszły bez makijażu:)
Ja mówię ,że taka rozmazana pomadka, obsypujące się tusze czy właśnie na pół już starte cienie na powiekach to taki "efekt Klauna" :)
A Wy? Znacie ? Może u Was lepiej się sprawdził, może też polecicie jakąś sprawdzoną bazę pod cienie ?:)

Pozdrawiam Was cieplutko.
Ewelina

Maybelline, SuperStay 10H Tint Gloss (Błyszczyk do ust)

Cześć !
Pogoda nas nie rozpieszcza.U mnie jak w przysłowiu "kwiecień plecień"oj przeplata , przeplata.
Trzeba się pilnować żeby nie zachorować.
Jutro znów zaczynam "sezonówkę" i choć zawsze lubiłam to robić i było "lecę bo chcę" to w tym jest "idę bo muszę" :)
Chciałam Wam też podziękować za miłe komentarze pod ostatnim postem.
Pod nimi nie dziękuję ,żeby nie zapeszyć :)
Trzymam kciuki za wszystkie uczestniczki, które się zgłosiły!

Przyznaję,że nie mogłam coś zabrać się za ten post, ale jako że jutro pewnie nie będę mieć siły, a w sobotę powtórka to stwierdziłam że za długa by przerwa była w publikacji i jeszcze byście o mnie zapomniały:)
A dziś chcę Wam przedstawić:

Maybelline, SuperStay 10H Tint Gloss (Błyszczyk do ust)

Opis z wizaż:)
Długotrwały, nowy zmysłowy efekt i nowy sposób aplikacji - oto zupełnie nowy świat w kategorii długotrwałego efektu na ustach. Ekskluzywny SuperStay 10H Tint Gloss oferuje trwałość flamastra do ust oraz wyjątkowy połysk błyszczyku, aby zapewnić efekt, jakiego do tej pory nie było przez 10 godzin!
Dostępny w 8 odcieniach.
Cena: 27zł / 10ml

Mam go już od hmm prawie roku .
Używam sporadycznie , a dlaczego?
O tym za chwilkę.

Na początek kilka słów o wyglądzie.
Prezentuje się całkiem przyjemnie .Ładne , "pękate" opakowanie w kolorze białym i różowa nakrętka.
W środku maź o kolorze jak widać:


Pędzelek , taki inny z dziurką w środku:)




Aplikuje się całkiem przyjemnie, tworzy na ustach śliską powłokę..
Kolor bardzo nasycony.
Wydaje mi się,że nieco powiększa  usta , na zdjęciach usta są pełniejsze  a ja nie mam takich na co dzień.:)


I na tym koniec plusów.
Niestety nakładać trzeba kilka warstw żeby kolor był jednolity.
Pozostawia ślady na szklance, filiżance, policzku i na papierosach- tak, tak ja palę;p
Trwałość pozostawia wiele do życzenia.
U mnie nie utrzymuje się więcej niż półtorej  godziny w stanie "bez zarzutu".
Tzn. barwi usta na dużo dłużej ale ta cała intensywność gdzieś się zmywa i zostają takie brzydkie jakby poplamione usta hmm flamastrem ?;)

Mam , bo mam.
Nie kupię, mimo że efekt mi się podoba to jest zdecydowanie za krótkotrwały.

A Wy? Znacie ten błyszczyk, lubicie?

Pozdrawiam ,
Ewelina.

Wiosna ach to Ty! czyli konkurs na portalu Przepis na Kobietę.

Witajcie :)
Długo się zastanawiałam czy pisać ten post.
W sumie to robiłam dzisiaj do niego trzy podchody:)
A dlaczego ?
A dlatego iż...:) Odkryłam ciekawy konkurs na portalu Przepis na Kobietę.
Do wygrania torebka i bony do Rossmana.
Pomyślałam co mi tam spróbuję:)
Można zgłaszać do trzech prac w najróżniejszych kategoriach szczegóły TUTAJ
I tak mnie naszło,że skrobnęłam wiersza.
Wszystko pięknie, zdobyłam adres gdzie to wysłać, wysłałam i ... dostałam informację zwrotną z wyciągiem z regulaminu:p
A pewnie , po co czytać :)
I okazało się,że trzeba swoją "pracę" gdzieś opublikować i wysłać linki .
"1.3. Prace konkursowe muszą być opublikowane w sieci, na ogólnodostępnej stronie, blogu, portalu społecznościowym albo innych social mediach"

Oj!

Powiem Wam ,że ja takie konkursy lubię ale że poetka ze mnie żadna co więcej w innych kategoriach też amatorka to wolała bym ażeby było to tak "cichcem", jakieś jury i tyle:)
Wiecie jak się spodoba to fajnie, jak nie to przynajmniej tylko oni by się pośmiali :)

Ale pomyślałam,że kto nie ryzykuje ten nie wygrywa i udostępniłam na FB.


Dziś z kolei odbiło mi i wpadłam na pomysł  zgłoszenia się w jeszcze jednej kategorii i powstało to :


A przed napisaniem tego posta powstało to:


"Wszystko o Tobie już napisali "

Wszystko o Tobie już napisali...
poeci więksi i Ci całkiem mali...
Lecz ja bym chciała , jeszcze od siebie...
powiedzieć jak widzę wiosnę u siebie..
Ma włos zielony, jasny i lśniący...
Lico rumiane jak mak na łące..
Talię smukła jak u wierzby - płaczącej...
Dumnie lecz z gracją na skraju stojąca...
łąki kwiecistej, spoglądająca..
na małe zajączki co właśnie poznają..
świat tuz za norką, mamy słuchają..:)
Suknię ta wiosna ma długą do kolan...
ramiona spowite w pajęczej sieci woal...
A wszystko się mieni w kolorach jesieni..
Błękicie,fiolecie, różu i zieleni...
Tak ja ją widzę kiedy spoglądam
na widok za oknem...oj jest co oglądać
Tu bez puszcza liście,tam śliwka kwitnie
tudzież motylek koło ręki myknie..

I bąk się uwija wśród tylu kwiecia...
bo przecież w bród jest tego na świecie.
Pracują i pszczółki i mrówki się budzą..
I poprawiają swe "domki" , strasznie się trudzą...
Ale i MY sami wiosną gdy tylko..
słonko się pojawia .. działamy szybko.
porządki w domu, wietrzymy , sprzątamy..
i okna myjemy, zmieniamy firny..
A dlaczego? Tak pomyślałam ostatnio...
Dlatego, bo chcemy mieć Wiosnę sąsiadką
co by przez okna te nasze błyszczące,
wpuszczała do nas grzejące słońce!





Przyznaję , wkręciłam się w ten konkurs.
Dlatego na "wszelki wypadek " postanowiłam dodać o nim posta i całość zgłaszam do konkursu.
Gdyby ktoś miał również chęć wziąć udział to wystarczy kliknąć w baner w pasku bocznym , a dokładne zasady - WARTO DOKŁADNIE PRZECZYTAĆ- znajdują się pod linkiem TUTAJ
 Jest jeszcze czas do 10 kwietnia włącznie.

Ja zachęcam Was do udziału.
Chętnie dowiem się co o tym myślicie, a wszelkie uwagi przyjmę z pokorą i skruchą gdyż tak jak zaznaczyłam laikiem jestem :)

Pozdrawiam Was cieplutko.
Ewelina  

Malinkowy Świat © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka