Serum Limonkowo czekoladowe - czy tylko cudowny zapach?

Serum czekoladowo-limonkowe do ciała BingoSpa  cena ok.16zł za 150g



 No, właśnie czy serum to polubiłam tylko za zapach czy może jednak sprawdził się w "działaniu"?
Zaraz się przekonamy.

Opis ze sklepu:
Ciesz się radosnym i fascynującym zapachem brazylijskiej limonki. Serum BingoSpa sprawi że pielęgnacja Twojej skóry stanie się niezapomnianą chwilą,chwilą na którą z niecierpliwością czekasz, chwilą, którą pragniesz, by trwała bez końca...dzięki czekoladzie.

Składniki czekoladowego serum BingoSpa drenują i pobudzają metabolizm komórkowy,
regenerują i działają kojąco. Te wyjątkowe właściwości zawdzięczamy obecności w ziarnie
kakaowym różnorodnych substancji, z których najważniejsze to:
psychoaktywne – ß-fenyloetyloamina, tryptofan, anandamid, 

nawilżające i detoksykujące – kofeina i teobromina 
antyoksydacyjne i ochronne w stosunku do komórek skóry – polifenole, głównie flawonoidy i kwasy fenolowych

Wyjątkowe, czekoladowo - limonkowe serum BingoSpa do pielęgnacji ciała to odżywczy
kompres o aksamitnej konsystencji i radosnym zapachu, który ożywi zmęczoną i suchą skórę.


Co ja o tym sądzę?
Zakupiłam to cacuszko przy okazji wykorzystywania bonu do Bingo Spa, który ostatnio dostało sporo osób.


Pierwszą rzeczą jaka mi się spodobała w tym był zapach.Pachnie cudownie, właśnie taką mieszanką limonki i czekolady, choć bardziej czuć limonkę.a przypomina mi zapach lodów cytrynowych:)
Przyznaje - zakochałam się w tym zapachu!
Bardzo się  też spodobał mężowi:)
Utrzymuje się długo na skórze, choć z czasem traci na intensywności, a szkoda..

Samo serum jest "zapakowane" w charakterystyczne dla produktów Bingo Spa pudełeczko z czarną nakrętką.Na etykiecie podstawowe informacje jak skład i sposób użycia.
I tradycyjnie nie posiada folii ochronnej.




Konsystencja bardzo gęsta, kremowa i wbrew pozorom lekka, puszysta.
Dobrze się rozprowadza i bardzo szybko się wchłania w moją skórę.
Pozostawia ją gładziutką i nawilżoną, na skórze pozostaje lekki film czy jak to tam nazywacie ( z czasem się nauczę tych określeń) .



Na początku stosowałam z przerwami na wypróbowanie innych balsamów, a od tygodnia intensywnie wklepuję w siebie codziennie .
Po za łydkami - to miejsce jest zarezerwowane dla balsamu Armed:)
I powiem Wam, dziewczęta że widzę poprawę stanu mojej skóry.
Jest sprężysta, delikatna i nawilżona.
Podoba mi się taki efekt:)
Jeszcze plusik za to,że nie pojawiły się żadne "skutki uboczne" w postaci podrażnień,krostek itp niespodzianek,które jak wiadomo lubią się pojawiać kiedy tylko skóra zetknie z czymś w składzie co jest dla niej niefajne.
Mały minus  za wydajność.Ok, nie żałuję nakładając na ciałko, czasem zdarzyło mi się użyć dwa razy dziennie ale przy 39kg i 149cm wzrostu nie jest to znowu taki wielki obszar do smarowania a cudownego specyfiku pozostało już niewiele.
Zamierzam jeszcze je stosować przez kilka następnych tygodni więc muszę się zaopatrzyć w kolejne opakowanie.
O tyle mi zostało:)






Tak wiec podsumowując:
PLUSY;

-ZAPACH!
-NAWILŻENIE
-POZOSTAWIA SKÓRĘ GŁADKĄ,SPRĘŻYSTĄ
-POPRAWA KONDYCJI SKÓRY
- NIE UCZULA, NIE PODRAŻNIA

MINUSY:

-BRAK FOLII
-WYDAJNOŚĆ


Ja jednak jestem na tak i z czystym sumieniem mogę go WAM polecić.Świetnie sprawdza się właśnie teraz,kiedy po zimie nasza skóra potrzebuje odżywienia:)
A Wy miałyście styczność z serum limonkowo czekoladowym ?Jak się u Was sprawdził?
Gdyby ktoś miał chęć wypróbować to można je kupić w sklepie BINGO SPA
http://www.bingosklep.com


Pozdrawiam serdecznie.


Ps. w kwestii mydełka  Black and White, dałam mu druga szanse i niestety ostatnią.Za dużo złego się dzieje na buzi.Rezygnuję .Ale po za twarzą jako mydełko do rąk czy ciała sprawuje się świetnie:)

Przyciągaj spojrzeniem! - Dermena lash i Streetcom

Witajcie!
Dziś mam ciekawy temacik posta i mam nadzieję,że mimo jego długości przeczytacie w całości:)
Od ponad roku jestem Ambasadorką w Streetcom.
Dotąd dwa razy brałam udział w kampanii ,a teraz udało mi się dostać po raz trzeci i mam nadzieję,że nie ostatni:)
Co prawda "na dziką kartę" jak ja to mówię ale jednak:)
O Streetcom pisałam i możecie o nim poczytać TUTAJ

Tym razem biorę udział w kampanii Dermena Lash.


W paczce Ambasadorki kilka dni temu znalazłam
-odżywkę do rzęs i brwi oraz maskarę dla mnie
-3 odzywki i 3 maskary dla znajomych
-Przewodnik Ambasadorki
-15 ulotek informacyjnych.

Chyba nie muszę Wam mówić jak bardzo ucieszyłam się z takiej właśnie zawartości:)


Miłym zaskoczeniem był fakt,że tym razem do testów dla znajomych otrzymałyśmy pełnowartościowe produkty , a nie próbki.
A z drugiej strony, szkoda że tak mało bo chętnych do testowania jest więcej i trzeba było zdecydować kogo obdarować.

Przeczytałam Przewodnik, żeby mieć jakąś wiedzę zanim ruszę z rozdaniem do znajomych i powiem Wam,że dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, o których wcześniej nie miałam pojęcia.
Wiem,wiem - nie wszyscy lubią duże ilości informacji ale uważam,że jest to naprawdę interesujące
i postaram się chociaż w skrócie Wam to przedstawić.

ZACZYNAMY:
Rzęsy po za elementem upiększającym pełnią też ważna funkcję ochronna.Ich głównym zadaniem jest
ochrona oka przed czynnikami zewnętrznymi (tj. kurz,brud).
Rzęsy rosną na brzegach powiek w dwóch lub trzech rzędach.

Na górnej powiece jest ich 150-200 rzęs
na dolnej 50-150


Rzęsy górnej powieki osiągają długość od 8 do 12mm, a na dolnej od 6 do 8mm.
Rzęsy nie rosną nieustannie.
Poddają się one naturalnemu cyklowi wzrostu który dzieli się na trzy fazy
1.intensywnego wzrostu
2.przejściową, w której mieszek kruszy się
3.spoczynku ,w której rzęsa wypada

A potem od nowa: wzrost, kruszenie ,wypadnięcie i tak w kółko:)
Jest to całkowicie naturalny mechanizm.

Normą jest też wypadnie 1-2 rzęs dziennie.

Jako,że maskara i odżywka mają za zadanie główne hamowanie wypadania rzęs i brwi, stymulację wzrostu i regeneracje to warto wiedzieć co jest przyczyną utraty rzęs.

Głównym powodem jest osłabienie mieszków włosowych, a najważniejszymi czynnikami powodującymi to są:
- niewystarczające odżywienie mieszka włosowego -dieta uboga w witaminy,mikro- i makroelementy,
-stan zapalny spowodowany infekcjami np.zapalenie brzegów powiek czy spojówek
-zaburzenia hormonalne
-choroby o podłożu autoimmunologicznym
-przyjmowanie niektórych leków
-chemioterapia
-stres
-ekspozycja na słońce i mróz

Bardzo częstą przyczyną jest też ich niewłaściwa pielęgnacja i zabiegi kosmetyczne
Demakijaż oczu.
Zasypianie z makijażem na powiekach - to mi się nie zdarza:)
Sposób wykonywania demakijażu.
Podczas zmywania powiek nie należy ich zbyt silnie pocierać.Po nałożeniu preparatu do demakijażu
powinno się chwile odczekać ,a następnie delikatnie usunąć rozpuszczony tusz - he, z tym u mnie różnie.
Używanie zalotki -tego nie stosuję
Zabieg przedłużenia rzęs- tego również nie stosuję.

No, tak oto przeszliśmy przez najważniejsze informacje  związane z rzęsami ich problemami:)

A teraz jeszcze kilka słów ale już o samych produktach.

Produkty Dermena lash ,jako jedyne na rynku zawierają chlorek 1-metylonikotynamidu stanowiący metabolit nikotynamidu (witaminy PP),unikalny składnik aktywny chroniony międzynarodowym prawem patentowym.

Hmm brzmi ciekawie?
Dla mnie tak ponieważ oznacza to,że jako jedyni mają ten składnik w swoich produktach, a skoro
opatentowali to coś w tym musi być:)

Dodatkowo skład Dermena lash wzbogacają specjalnie wyselekcjonowane najwyższej jakości składniki
wpływające na strukturę i wygląd włosa.


Zacznijmy od odżywki.

Wskazania do stosowania:
-nadmierne wypadanie rzęs i brwi
-przerzedzenie rzęs i brwi
-osłabione, cienki i delikatne rzęsy i brwi
-zniszczone i wymagające regeneracji rzęsy oraz brwi
-produkt polecany również po zakończeniu chemioterapii

Opakowanie mile mnie zaskoczyło, bardzo sympatycznie się prezentuje z tą metaliczną nakrętką;)
Po odkręceniu ukazała się mym oczom hmmm.... myślałam ,że będzie szczoteczka ale nie, jest pędzelek:)
Ale to jest akurat praktyczne przy nakładaniu odżywki na skórę powieki u nasady rzęs.Można również
nanieść bezpośrednio na skórę brwi.
Ja właśnie tak stosuję póki co, według zaleceń - raz dziennie , wieczorem.



Pierwsze wrażenia?
Wzrostu i poprawy oczywiście jeszcze nie widać , na to przyjdzie czas i wtedy pojawi się recenzja:)
Ale mogę już powiedzieć, że aplikuje się wbrew pozorom wygodnie.Szybko się wchłania i pozostawia takie przyjemne uczucie .
Nie skleja rzęs i nie podrażnia moich oczu.

Maskara:

Wskazania do stosowania:
-przerzedzone, krótkie i wypadające rzęsy
-osłabione, cienkie i zniszczone rzęsy
-oczy wrażliwe i podatne na podrażnienia


Tu również przyjemne dla oka opakowanie:


Krótka szczoteczka, tusz intensywnie czarny.
Z tego co mogę stwierdzić  w tym krótkim czasie to nie skleja rzęs, ładnie się trzyma, rzęsy są "mięciutkie "
nawet pod koniec dnia.Lekko podkręca i wydłuża.Szkoda,że nie jest wodoodporny .

Na efekty jej składników odżywczych poczekamy i wtedy po dłuższym testowaniu na pewno pojawi się recenzja.


Tak więc , ja powiem Wam,że nie słyszałam wcześniej ( tzn. przed akcją w  Streetcom.)o tej firmie.
Do tej pory używałam odżywki essence w żelu i byłam zadowolona.
Bardzo jestem ciekawa jak sprawdzi się ten duet.Większych problemów z rzęsami nie mam,bardziej zależy mi na odżywieniu,wzmocnieniu i szybszym wzroście.
Zgodnie z hasłem kampanii "Przyciągaj spojrzeniem"! , mam zamiar po tych 6 tygodniach tym spojrzeniem przyciągać:)

Warto wspomnieć,że produkty te są testowane dermatologicznie.
U mnie nie pojawiły się podrażnienia po żadnym z tych produktów.

Mam nadzieje,że dotrwałyście do końca tego postu.:)
Znacie Dermene ? Stosowałyście ich produkty?A może ktoś stosował albo stosuje wspomniane odzywki bądź maskary?
Piszcie dziewczęta , jestem bardzo ciekawa Waszych opinii:)
Pozdrawiam cieplutko i smacznych słodkości w dzisiejszym dniu, który przecież jeszcze się nie skończył:)
PĄCZUSIE NIE TUCZĄ JESZCZE DO PÓŁNOCY!!!:)

Keratynowe prostowanie włosów- moja historia:)

Witajcie!

Zanim zacznę , chciałam WAM bardzo serdecznie podziękować za to,że jesteście ze mną.
"Istnieję " niecały miesiąc i nie liczyłam na to że w ogóle ktoś będzie do mnie zaglądał:)
A tu z każdym dniem przybywa komentarzy i odwiedzających.Za co bardzo dziękuje Wam, ponieważ każdy komentarz, każde odwiedziny a już dodanie do obserwowanych to dla mnie bardzo dużo.
Dzięki temu wiem,że to co robię nie jest takie złe,że coś tam jednak potrafię i czasem udaje mi się zainteresować czytelnika tematem.
Obiecuje,że będę się starać jeszcze bardziej.Dla Was:)

A teraz w temacie...
Dziś mam dla Was swoją historię z keratyną:)
Jakiś czas temu wygrałam zestaw do keratynowego prostowania włosów. Alpha Keratyna.
Nie ukrywam lubię kiedy moje włoski są proste.
Jakoś tak wszystko sprzysięgło się,że nie miałam czasu od razu się za to zabrać, aż wczoraj stwierdziłam,ze czas najwyższy.

W tle ręce mojej córci:)
I zaczęło się!
Jako,że to był mój pierwszy raz, w dodatku sama sobie to troszkę to wszytko trwało.
Według zaleceń najpierw dwa razy umyłam głowę w załączonym szamponie.
Swoją droga buteleczki bardzo niepraktyczne, przez ten dziubek szampon w ogóle nie chciał lecieć.
Buteleczki tak twarde,ze nawet po odkręceniu miałam problem z nalaniem szamponu.


Moje włosy są średniej długości wiec szamponu jeszcze sporo pozostało.
Wysuszyłam bardzo dokładnie, rozczesałam, podzieliłam na pasma.
Użyłam do tego załączonych spinek.
Mąż widząc moje zmagania zlitował się i zaproponował ,że na pasmo z tyłu on mi zaaplikuje keratynę.


Poszło mu całkiem sprawnie, ale już po chwili zaczęło coś się dziać niedobrego.
Najpierw uderzył mnie w nos ostry zapach. Następnie poczułam,że zaczęły piec mnie oczy.
Z każdą chwilą coraz bardziej, a jak doszło do tego szczypanie w gardle to stwierdziłam,ze coś jest nie tak.
Dorwałam się do ulotki, wystraszona że może coś przeoczyłam , np trzeba było to z czymś rozrobić a teraz wypali mi włosy albo coś.
A tam ładnie napisane,ze ostry zapach może drażnić osoby wrażliwe i należy robić to w dobrze wietrzonych pomieszczeniach.
Okno otworzyłam, dzieciom zabroniłam wchodzić do puki nie skończę i czekałam aż przejdzie.
Kiedy ustało wzięłam się za nakładanie kolejnych partii keratyny na pozostałe pasma włosów.
I niestety to samo.Pomimo naprawdę mocnego wietrzenia - zmarzłam! Oczy zaczęły łzawić, gardło drapało,w nosie susza- co akurat może być plusem- wiecie ze dziś obudziłam się już bez kataru!
Mąż współczująco, nieśmiało zaproponował żebym sobie odpuściła i zmyła to.
Ale nie!Skoro już tyle wytrzymałam to zacisnęłam zęby, wstrzymałam oddech i z jednym okiem otwartym (na dwa się nie dało przez to drapanie i łezki)
 smarowałam dalej.
Po dość długim czasie udało mi się dobrnąć do końca.
Odczekałam, ale nie 15 minut, jakoś mi to umknęło z tego wszystkiego i zaczęłam suszyć włosy.
To trwało na prawdę długo .Na koniec już niezmiernie szczęśliwa wzięłam się za prostowanie.
Efekt?
Sami oceńcie.

Po prawej wygląd moich włosów po standardowym myciu głowy, nie są proste ani kręcone.Sa nijakie.
Po lewej już coś tam widać, jednak ta "fala" na środku i tak została, jakieś magiczne to miejsce.
Tak wyglądały "świeżo"  po zabiegu.
Przy okazji widzę ,że czas udać się na wyrównanie końcówek:)
Włosy są rzeczywiście wyprostowane.Może nie tak idealnie jakbym sobie tego życzyła, ale to akurat moja wina.
Prostowałam sama,a wiadomo jak to samemu , nie wszystko się widzi i nie wszędzie idealnie się dotrze.
Jednak dziś już mogę stwierdzić ,że:
- włosy po nocy były proste
-co więcej są przyjemne w dotyku,delikatne ( tu bałam się ze będą takie tłustawe jak wczoraj na koniec)

Wyprostowałam je lekko dziś jeszcze ale fala z tyłu już chyba zostanie.Ale to nic.
Ogólnie jestem zadowolona.


 Wybaczcie jakość, ale coś dziś w tym słonku nie szło zrobić porządnego zdjęcia.

Pomimo łez które wylałam i cierpienia które mi zadała ta keratynka to efekt jest dla mnie "zadowalający".:)
Jeśli jeszcze utrzyma się to obiecane trzy miesiące, dla mnie starczy i dwa to uznam,ze na prawdę było warto.

Ciekawostka- dowiedziałam się ze jestem "osobą wrażliwą" na zapach keratyny!
Hmm w sumie to po przeczytaniu takiej informacji i tak spodziewała bym się raczej tego,ze zapach będzie mi przeszkadzał po prostu jak zwykły smrodek, a nie reakcji jaka się pojawiła.

Czy zdecyduje się jeszcze kiedyś na taki zabieg?
Możliwe ,że tak ale już u profesjonalisty w dobrze wietrzonym gabinecie:)

A Wy miałyście kiedyś styczność z keratyną? Prostowałyście w ten sposób włosy?
Zapraszam do dyskusji, bardzo interesuje mnie Wasze zdanie i doświadczenie w tej kwestii.
W końcu to mój pierwszy raz wiec mogłam coś zrobić nie tak.
Gdyby ktoś chciał dowiedzieć się czegoś więcej to podaję link do strony internetowej Alpha Keratyna
http://www.alpha-keratyna.pl/

Pozdrawiam cieplutko.

ARMED balsam do stóp i łydek -RECENZJA

Witajcie.
Dziś zapowiadana recenzja ARMED REGENERACJA balsamu do stóp i łydek.
Balsam otrzymałam jako wygraną w konkursie na blogu Kosmetyki Pani Domu:).

Na początek troszkę informacji:

Opis :
Balsam Regeneracja do stóp i łydek intensywnie nawilża i wygładza skórę,
zapobiegając jej spękaniom, usuwając zrogowacenia.
Przywraca równowagę bakteryjną, odświeża , likwiduje nadmierną potliwość.
Zapobiega nawrotom grzybicy stóp i jej objawom.
Pobudza krążenie, likwiduje obrzęki nóg.
Zawarte w balsamie naturalne olejki z: mięty, cytryny i eukaliptusa działają przeciwbólowo,
antyseptycznie. Kasztanowiec uszczelnia naczynia włosowate, pobudza krążenie.
Mentol -odświeża i przynosi ulgę , wywołując odczucie chłodu i znieczulenia.

Wskazania:
-tzw. „zespól ciężkich nóg",
-obrzęki, zaczerwienienia,
-nadmierna potliwość,
-ryzyko zakażeń grzybiczych lub bakteryjnych,
-sucha , szorstka skóra ze skłonnością do zrogowaceń,
-bóle mięśni, nóg, stawów.

Cena ok 20zł za 200ml dostępne min TU



Moja opinia;

Zacznę od opakowania.
Buteleczka 200ml, biała, nie przezroczysta choć da się zauważyć ile jeszcze w środku pozostało.
Posiada wygodną pompkę, która ułatwia nabranie odpowiedniej ilości kosmetyku.

Konsystencja dość gęsta.


Używam od ok tygodnia.
Moim problemem były bóle mięśni nóg,od dłuższego czasu mnie "rwały" łydki,nieprzyjemne uczucie i
naprawdę bardzo dokuczliwe.Dlatego właśnie zdecydowałam się na ten balsam.
Nie mam problemów z poceniem czy twardą skórą,wiec pod tym względem nie mogę się wypowiedzieć.
Ale co do moich dolegliwości to jestem zachwycona działaniem tego balsamu.

Podczas pierwszego użycia zaskoczyło mnie działanie .
Poczułam mrowienie, uczucie chłodzenia jak przy stosowaniu...VICKA:)
Niesamowite, ale to bardzo pozytywne, bo wiem że jest to kosmetyk leczniczy i CZUJE jak działa.





SKŁAD:
Składniki aktywne: lecznicza solanka jodowo-bromowa, kasztanowiec, mocznik, d-panthenol, allantoina,
mentol, naturalne olejki mięty, cytryny, eukaliptusa.

Skład sprawia ,że balsam ma bardzo intensywny zapach, bardzo mocno wyczuwam mentanol,mięte i
trochę eukaliptusa .To wszystko razem sprawia,że zapach jest mocny, dla niektórych może być drażniący,ale mnie się podoba.
Lubię takie zapachy, co więcej "wąchałam" sobie ostatnio podczas kataru i przynosiło mi to ulgę:)

Konsystencja balsamu jest jak wspomniałam dość gęsta, rozprowadza się dobrze i podczas masażu przy nakładaniu bardzo ładnie i szybko się wchłania.
Dodatkowo skóra pozostaje gładka i nawilżona jak przy stosowaniu "zwykłego" dobrego balsamu do ciała.A tu mamy efekt dwa w jednym.
Nie tylko nawilża, regeneruję skórę ale też działa leczniczo na nasze zbolałe łydki i stopy.
Nie pojawiło się też żadne uczulenie, ani reakcje alergiczne.


Po tygodniu stosowania mogę z czystym sumieniem powiedzieć,że BALASM ARMED spełnił swoje zadanie.
Łydki mnie nie bolą!
Oczywiście , nie jestem w stanie powiedzieć czy po odstawieniu balsamu efekt ten będzie się długo utrzymywał czy nie.
Ja jednak nie zamierzam go odstawiać i na pewno zaopatrzę się jeszcze w kolejne opakowanie tego cudeńka.

Podsumowując:
PLUSY:
-Skuteczność, którą potwierdzam osobiście:)
-nawilżona,wygładzona skóra
-przyjemne uczucie "chłodzenia"
-dla mnie -zapach
-wydajność
-łatwość rozprowadzania,
-szybkość wchłaniania
-nie uczula

MINUSY:
- dla mnie nie ma:)





Polecam dla wszystkich poszukujących ulgi w bólu łydek, mięśni i z  tzw."zespołem ciężkich nóg"!
A czy Wy miałyście styczność z tym balsamem?Jakie są Wasze wrażenia?

Pozdrawiam cieplutko.

Biżuteria ręcznie robiona

Witajcie Kochani!
Dziś będzie mniej tekstu a więcej zdjęć.
Przymierzam się pomału do recenzji balsamu z ARMED ,bo zdanie sobie na jego temat już sobie wyrobiłam
ale nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności i podzielić się z Wami zdolną koleżanką.
Tak, dokładnie:)
Nawet nie wiedziałam,że w mojej rodzinnej miejscowości mieszka osoba z takimi zdolnościami.
Na początku "blogowania' ,( tak, tak wciąż jestem na początku, ale to było na takim "starcie"),
napotkałam blog Moje koraliczki i inne wybryki.
Oczywiście jako miłośniczka biżuterii ręcznie robionej zakochałam się w tych cudeńkach.
Okazało się że blog ten prowadzi Bogusia, która mieszka w Wysokiej, czyli gdzie mieszkałam kilka lat zanim wyszłam za mąż.
Prawdę mówiąc nawet się nie znałyśmy,jakoś tak wyszło:)
Ale od słowa do słowa na Facebooku doszło do tego,że zamówiłam u Bogusi kilka drobiazgów.
Wczoraj właśnie je odebrałam.Są cudne.
Dlaczego lubię biżuterię ręcznie robioną?
Po pierwsze jest dużo tańsza od złotej czy srebrnej, choć akurat mimo że złoto to podobno kolor Lwów, to ja jako zodiakalna lwica za złotem jednak nie przepadam.
Po drugie , kupując sobie taką biżuterię możemy sobie pozwolić na dużo więcej niż przy zakupie
srebrnej np.
Co nie znaczy,że jeśli ktoś chciał by mi sprezentować srebrną,złotą czy jakieś kamyczki szlachetne to odmówię;)
ALUZJA DO MĘŻA GDYBY CZYTAŁ:)

Po trzecie, sami przyznajcie - ta biżuteria niczym nie ujmuje do tej droższej, jest urocza,śliczna,
oryginalna - bo przecież ciężko zrobić dwie identyczne:)

Ja jestem bardzo za takimi drobiazgami i mam tego sporo.
A nawet jeśli któraś załóżmy, z czarnieje to nic nie szkodzi bo można sobie pozwolić na kolejne;)

No ,dobrze miało być mało tekstu, ale gadułki najwyraźniej tak maja.
SPÓJRZCIE SAMI;)




I jak się podobają?
Pozdrawiam cieplutko.

Mydełko Black&White, moja opinia.

Witajcie!
Dziś pomyślałam,że opowiem Wam jak sprawuje się jedno z  apetycznych cudeniek które ostatnio kupiłam w Mydlove
Jak pewnie , kto czytał wie a kto nie czytał zaraz się dowie, zakupiłam dwa mydełka :
Cynamonową babeczkę oraz Black&White.



Przede wszystkim oba mydełka cudownie się prezentują.
Do tego babeczkę otrzymałam uroczo zapakowaną, tak wiec moim zdaniem na drobny upominek idealna.
Ale chciałam dziś skupić się na Black&White. 
Na to mydełko zdecydowałam się ze względu na jego właściwości.





Opis: Każda kostka tego mydełka ma niepowtarzalny wzór z węgla aktywnego.
Jego dodatek sprawia, że mydło bardzo dobrze oczyszcza skórę,
usuwa nadmiar sebum i łagodzi podrażnienia.
Skład olejowy łączy w sobie działanie nawilżające i ochronne.
To idealna propozycja dla osób z tłustą, problematyczną skórą.
Delikatnie pachnie olejkiem lemongrasowym i herbacianym.

Skład: olej palmowy, olej kokosowy, oliwa z oliwek, olejek lemongrasowy,
olejek z drzewa herbacianego, węgiel aktywny, woda, wodorotlenek sodu.



Samo mydełko jest wielkości normalnej kostki mydła.Ładnie się prezentuje z tymi swoimi czarnymi akcentami.
Pachnie ślicznie ,na skórze pozostawia  przyjemny aromat.
Pieni się dobrze,piana jest nieco "brudna" co jest powodem tego czarnego dodatku.
Uwaga - mydełko nie tonie:)

Co do stosowania  na ciało to tu nie mam zastrzeżeń.Kiedy coś mi nie odpowiada
( balsam, żel, mydło,serum, masło itd) natychmiast pojawiają się paskudy na dekoldzie   i na plecach
na górze.- Takie jakieś wrażliwe miejsca mam:)

A po Black&White nic mi nie było.
W dodatku po wczorajszym użyciu nie zastosowałam żadnego balsamu na ciało a skóra i tak była delikatna.

Jednak jeśli chodzi o mycie nim buzi......

No właśnie "usuwa nadmiar sebum i łagodzi podrażnienia".
Powiem tak, myłam nim twarz trzy razy.
Zaraz po umyciu zauważyłam,że skóra jest inna niż zazwyczaj.
Nie była gładka,ale jakby powleczona hmm."matującą" warstwą"?
Trudno mi to nazwać, ale nie była tłusta raczej powiedziała bym że...brak mi określenia.
Ale podejrzewam,że to właśnie to działanie usuwania nadmiaru sebum.
Pomyślałam ok, w końcu tak to ma działać.
Na drugi dzień zauważyłam nieproszonych gości na twarzy...ale nic, umyłam ponownie,kolejny dzień ta sama sytuacja .A po trzecim użyciu doszłam do wniosku,że na moją nieszczęsną skórę tak działa to mydełko!Nie jest to reakcja alergiczna ,ale mam wrażenie jakby mydło to "wyciągało" na wierzch to co było jeszcze pod skórą:/ Tak więc teraz kolejny raz czeka mnie smarowanko maściami.

Ale muszę przyznać,że skóra  zrobiła się mniej tłusta wiec w zasadzie jedno ze swoich zadań mydło spełniło.
Niestety w moim przypadku 'łagodzi podrażnienia" się nie sprawdziło a wręcz odwrotnie.
Moja twarz już tak ma- rzadko z którym kosmetykiem pielęgnacyjnym się raczy zaprzyjaźnić.


Podsumowując...

PLUSY:
-wygląd
-atrakcja - nie tonie:)
-delikatnie,przyjemnie pachnie
-pozostawia gładką skórę ciała po umyciu

MINUSY:
-w moim przypadku nie sprawdził się przy myciu twarzy


Mimo to polecam,mydełko jest tak interesujące że warto się z nim zapoznać podobnie jak z pozostałym
asortymentem Mydlove.
Ja na pewno jeszcze się skuszę na pozostałe wersje smakowitych mydełek i przetestuję na sobie, choć może
teraz dwa razy się zastanowię zanim pozwolę na zetknięcie z moją kapryśną buźką.
Pozdrawiam cieplutko i przyjemnego,smakowitego sobotniego wieczoru Wam życzę:)
Malinkowy Świat © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka